Kiedy dwie kreski nie zawsze oznaczają szczęście

wpis w: BLOG, MAMA KOMBINUJE | 2
Nie, nie będzie to post o „wpadce” bo takie znam tylko ze słabych komedii o tym tytule, czy też o ciąży niechcianej, młodzieńczej,
niedojrzałej.
Będzie to post o mnie, a sądząc po tym ile pacjentek ma mój lekarz specjalista wydaje mi się, że dotyka wielu kobiet i rodzin.  Będzie to post o tym co bardzo bolesne ale być może potrzebne. Potrzebne bo wszystko w życiu jest po „coś” a dostajemy tyle cierpienia ile jesteśmy w stanie znieść. Ja widocznie potrafię znieść wiele.
Dwie kreski to w moim przypadku dopiero początek. To wtedy zaczyna się niepewność, obawa przed szpitalem. To wtedy zaczyna się szukanie pęcherzyka w moim ciele.  TAK- ciele bo dwukrotnie już niestety  nie było go w życiodajnym domku jakim jest macica. Zaczyna się walka z czasem  bo zagrożone jest nawet życie.Moje życie.
Za pierwszym razem 8 lat temu trafiłam na „konowała” który nie widząc pęcherzyka podtrzymywał tą ciąże bo widział dwie kreski w teście. Trwało to aż do 12 tygodnia i niestety nie obyło się bez operacji. Na szczęście znalazłam lekarza który postawił diagnozę praktycznie przez telefon.
Wszystkie smutki wyleczyła Majcia  o którą staraliśmy się ponad pół roku, ciąża nie było trudna ale jej istnieniem chwaliliśmy się dopiero w  czwartym miesiącu aby nie zapeszyć. I teraz kiedy jedynie pomyślałam, że fajnie byłoby już mieć
drugiego bobaska  znowu pojawiły się dwie kreski. Niestety nic więcej. Tym razem natura sama nam pomogła, obeszło się bez
zabiegów. Kolejne próby przez nami.
Źródło: http://ciaza-pozamaciczna.pl/ciaza-pozamaciczna-ryzyko-objawy-leczenie/
Test ciążowy pokazuje dwie kreski – cieszymy się, że będziemy mieć dziecko. Przygotowujemy się do pierwszej wizyty u ginekologa, aby wykonać badanie USG i zobaczyć na ekranie, jak się ono rozwija. Tymczasem zaczyna się dziać coś niedobrego: boli nas brzuch, najczęściej po jednej stronie, jest nam niedobrze, zaczynamy plamić, czujemy sie słabo i mamy wrażenie, że za chwilę zemdlejemy. Co się dzieje?
Zapłodnienie następuje w jajowodzie. Zarodek jest przenoszony do jamy macicy, a nośnikami są rzęski  jajowodu, falujące pod wpływem ruchów perystaltycznych. Po kilku dniach wędrówki zapłodniona komórka jajowa dociera do macicy, wszczepia się w jej
ścianę i zaczyna rosnąć. Tak zaczyna się prawidłowa ciąża. Niekiedy jednak zarodek, zamiast w macicy, zagnieżdża się w ściance jajowodu, nie docierając do miejsca przeznaczenia. Mówimy wówczas o ciąży pozamacicznej. Zarodek nie ma szans na prawidłowy rozwój i obumiera.
Na takie tematy nie rozmawiamy. Na instagramie nie wrzucamy zdjęć swoich łez, nie piszemy postów o płaczu podczas samotnej jazdy samochodem. Na fejsbunia wrzucamy zdjęcia uśmiechniętych brzuchatych przyszłych mamuś, malutkich ciuszków wyprawkowych, zdjęć usg małego bobaska.
A mam wrażenie że problem „niepłodności” czy też trudności w zajściu w ciąży dotyka wielu kobiet tuż obok nas. Wiele rozmów nagle przerywa krótka refleksja i zdanie typu ” tak ja też kiedyś, wiesz, w szpitalu, 9 tydzień ach nie ważne….” i nieważne młoda, stara, bogata, biedna. Każda płacze, każda żałuje, każda już wyliczyła termin porodu,  każda już widziała małe, nowe szczęście przy piersi…

  • Sandro, ale czy na pewno nie rozmawiamy ??? Moze rozmawia sie, ale nie kazdy chce to powiedziec wszystkim ??? Moze to od czlowieka zalezy, no i nie kazdy ma bloga, facebooka, czy inne narzedzie do komunikacji. Kazdy cierpienie przezywa na inny sposob, ja bym nie pisala, bo nie wiem nawet czy chcialabym najblizszej rodzinie powiedziec. Ot tak po prostu nie wiem co bym chciala. I dodam, ze podobno te wszystkie portale to tylko nikly procent naszego zycia. Ja nie pisze, ze dziadek mi umiera, bo musze sie na razie sama z tym pogodzic i raczej tego nie oglosze, nawet jak juz bedzie po fakcie to beda o tym wiedzieli tylko nieliczni. Oczywiscie jak komus pomaga to, niech robi jak mu serce dyktuje. Jego prawo. A w najblizszym otoczeniu wiemy jakie kto ma problemy o ile chce je powiedziec. I ciezko mi jest sobie wyobrazic, ze chcialabys mi to powiedziec na zywo jakbysmy sie spotkaly. Wydaje mi sie, ze nie naleze do grona Twoich bliskich znajomych i raczej pominelabys ta informacje, bo przeciez z jakiej racji ja mam niby to wiedziec. Watpie, ze oczekiwalabyc "pocieszenia" na zywo ode mnie. Nawet teraz sie zastanawiam czy publikowac komentarz, czy raczej chcialabys od kogos innego. Co wcale nie znaczy, ze mnie to nie obeszlo, ze nie jest mi przykro. Po prostu nie wiem czy Ty tego chcesz, ale przeczytalam i mnie to poruszylo dlatego pisze.
    Pozdrawiam Edyta

  • Dziękuje ci za tą reakcję, właśnie w rozmowach takie trudne tematy wypływają, wiadomo inna atmosfera, jakieś fluidy, tu trochę jest inaczej bo słowo pisane zostaje, ale piszę tutaj o tym co czuję więc napisałam bo te emocje miałąm teraz w sobie, chciałam je wyrzucić. Nie oczekuje żalu czy współczucia bo wiem że każdy z nas boryka się z różnymi problemami każdego dnia. Dziękuje że tu zaglądasz.