Kraina Lodu? Nas zmroziło!

Kraina Lodu? Nas zmroziło!

Po wielu latach oczekiwania na prawdziwą bombę  twórców bajek pełnometrażowych w starym stylu, miliony ludzi zachwyciły się prawdziwym musicalem jak za dawnych lat.  Po latachbajek przygodowych o różnym podłożu trafiła się bajka z rozmachem animacyjnym i pięknymi piosenkami.

Ostatnie takie opowieści z rozmachem to Pocahontas, Król Lew czy Piękna i bestia. Potem nastąpiły lata poszukiwań nurtów i kierunków, a i tak kończyło się na opowieściach przygodowych: potworo-przygodowych ( Potwory i spółka), speedowo-przygodowych (Auta), wodno-przygodowych (Gdzie jest Nemo, Rybki z ferajny), geriatryczno-przygodowych (Odlot), apokaliptyczno-przygodowych (Wall-e), kulinarno-sanepidowsko-przygodowych (nasze najulubieńsze: Ratatuj). Każda z tych bajek ma w sobie to coś, dla czego warto do niej po raz kolejny sięgnąć, ale biznes is biznes, a kasa musi się zgadzać. Więc musieli w końcu wymyślić bajkę którą będzie ładna, śpiewna, a mnogość akcesoriów od spinek po plecaki i pościel musi podwoić zysk. I podwaja, a nawet potraja. Po dziś dzień, dwa lata od premiery, widać twarzyczki Elzy i Anny nawet w H&M. Błagam.

„Krainę Lodu” zobaczyliśmy dopiero dwa miesiące temu w kinie pod Baranami. Nie zachwycił nas. Nie chodzimy zbyt często do kina z Mają, ale nie wynika to z faktu, że nie lubimy, czy jesteśmy bucami, tylko lubię wiedzieć co dany film wniesie w życie mojego dziecka, więc wybieram raczej pewniaki. Byliśmy np. na kinowej wersji Pszczółki Mai, bo wiedziałam czego się mniej więcej spodziewać. A nie chciałabym się tak przejechać, jak niektórzy rodzice, na Minionkach. Tym bardziej, że po wielu bajkach typu Shrek  wiem, że potrzeby rynku wymusiły na twórcach konstruowanie scenariusza w taki sposób, aby trafiała i do dzieci, i do młodzieży, i do dorosłych. Dlatego dużo tekstów ironicznych, gry słów, skojarzeń z bieżącymi wydarzeniami z życia publicznego. Małe dziecko ich i taknie rozumie.
 
A dlaczego my nie poddaliśmy się fali zachwytu nad tym kamieniem milowym Disneyowskiego metrażu? Owszem muzyka i piosenki piękne (choć teksty trochę o niczym), odpowiednia dawka humoru bohaterów drugoplanowych (choć
większość słyszałyśmy w zwiastunach), piękne efekty, a dzięki nim widoki. Niestety pozostaje coś takiego jak plot– treść. Miłość dwóch sióstr ratująca ich życie na koniec bajki, wcale nie była taka oczywista i wielka, przez cały czas jej trwania. Pierwsza połowa filmu ciągnęła się jak lasagnia. Ale najbardziej oburzyło mnie zupełnie innowacyjne pokazanie zła w tej bajce. Do tej pory tą ciemną postać zawsze można było rozpoznać po wyglądzie, podsłuchanej rozmowie spiskowców, jakimś mikro ruchu który jakoś nam nie pasował do całości. A tu?  Nic. Nawet mnie, starej wyjadaczce ludzkich zachowań i zdrad przyjaciół, nie przyszło mi do głowy, że ten piękny ukochany Anny, Hans, jest zdrajcą i tym złym bohaterem! Nie podobało mi się to ponieważ uczymy nasze dzieci odróżnia dobrego od zła. Jest to coraz trudniejsze w
świecie oszustów na wnuczka, policjanta czy lekarza, ale na Boga jakiś dekalog moralny musimy im przekazać!  Owszem największe chwasty w naszym życiu są przeważnie najpiękniejsze, ale nie chcę  uczyć mojej córki ciągłej
nieufności wobec ludzi, bo może jednak ona trafi na jakąś bratnią duszą na tym świecie, również wychowaną w zasadach zaufania społecznego. Zobaczymy