Nie taki zły jak go malują…

wpis w: BLOG, MAMA KOMBINUJE | 3

Trafiłam na artykuł w wysokich obcasach  na temat pobytu rodziców w szpitalu z dzieckiem. Artykuł, jak wiele takich materiałów, jest w stylu tych szukających  sensacji, tych najgorszych, skrajnych przypadków. Owszem, takie też się zdarzają i mam tego świadomość. Nieudane porody skończone ciężkim inwalidztwem dzieci, zaniedbania przemęczonych lekarzy etc. Ale to jest skrajność. Codzienność jest inna, a przynajmniej może być inna, może być lepsza. Przy odrobinie empatii dla każdej ze stron, przy odrobinie chęci i uśmiechu.

Do szpitala trafiliśmy z Majką w nocy z piątku na sobotę- najgorszy możliwy czas. Mieszkaliśmy w Krakowie od pół roku- nikogo nie znając. Nie mamy znajomości w służbie zdrowia, nie mamy pieniędzy na prezenty, nie jesteśmy przesadnie ładni czy mili. A mimo to nasze dwu i pół letnie dziecko zostało od razu przyjęte na oddział,  otrzymało najlepszą opiekę i takie badania, o których ja nawet nie słyszałam.  Mimo iż na oddziale spędziliśmy ponad 10 dni po drodze łapiąc rotawirusa, wyszliśmy ze szpitala z uśmiechem, dziękując każdej z pielęgniarek tam pracujących.

Przy okazji takiego artykułu, w którym kładzie się nacisk tylko na to co złe, niewygodne, rzekomo uwłaczające naszej godności, zastanawiam się dlaczego przyjmujemy taką roszczeniową postawę w każdej możliwej kwestii? Czy nie możemy uruchomić choć odrobiny myślenia o kimś? Postawić się w pozycji tej pielęgniarki? Tego lekarza? Tego innego pacjenta? Może ma gorzej?

My, pierwszy raz w szpitalu z dzieckiem, mocno przerażeni nocnym atakiem drgawek i wzywaniem karetki pierwszy raz w życiu, byliśmy wdzięczni za każde słowo od lekarza, każde badanie, każdy znak, że jest lepiej i wiadomo co się dzieje z dzieckiem.

Niestety ludzie są bardzo dziwni i nawet w sytuacji krytycznej (choroba dziecka to chyba najbardziej traumatyczny moment w życiu) zachowują się naprawdę prostacko.
Pełno było rodziców roszczeniowych, pełnych pretensji do całego świata, niechętnych do podporządkowania się wymogom szpitala i personelu.
W artykule  autor przytacza kilkukrotnie historię walizki- czy naprawdę o tym się głównie myśli gdy ląduje się z dzieckiem w szpitalu? Ja nie myślałam o walizkach, ciuchach, kosmetykach.
Spakowałam tylko jedną koszulkę na zmianę i spodnie dresowe i tyle! Rozumiem więc że walizka mogą być zawadą przy dezynfekcji podłóg. Rozumiem też że muszę spać na fotelu przy łóżku mojego dziecka a nie z nim W łóżku bo przy jakimkolwiek ataku po prostu mogłabym nie zdążyć z tego łóżka zejść.
Czasami wydaje mi się, że takie pisaniny są tylko dla podpicia statystyk, sprzedaży gazet, szuka się taniej sensacji zamiast albo konstruktywnie coś nawet skrytykować albo zaproponować rzeczowe rozwiązania. Takie gdybanie, użalanie się nie ma dla mnie sensu.

Jakie są Wasze doświadczenia w szpitalach? Choć z drugiej strony lepiej gdybyśmy wszyscy mieli jak najmniej.

  • Byłam z 5-tygodniowym dzieckiem w szpitalu i złego słowa nie powiem. Spałam na rozkładanym fotelu i byłam z tego faktu zadowolona. choć mogłabym psioczyć, ze twardy i że mąż musiał przywieźć mi własną pościel. W pokoju była wanienka. Mogłabym narzekać, że nie dostarczali ręczników i pampersów. Za każdą dobę płaciłam niewielka kwotę za media. Mogłabym utyskiwać, że powinno być całkowicie za free.Szpital to nie hotel. Czasem trzeba odrobiny pokory.

  • Dokładnie tak! Sam pobyt w szpitalu to już nie lada stres dla nas rodziców, po co więc wyszukiwać jeszcze problemy i wyżywać się na innych.

  • Nie raz byłam z moim synkiem w szpitalu i fakt nie jest to nic miłego, ale też zawsze w tym całym stresie, który nas ogarnia, lepiej jest mi być miłym (nawet jeżeli np. pielęgniarki nie są miłe), po pierwsze po co dodawać sobie dodatkowych złych emocji, a po drugie to też ludzie i mogą mieć zły dzień 😉 bądźmy milsi, a inni też tacy będą 🙂