Trzydzieste trzecie urodziny- czy wszystko się udało?

Trzydzieste trzecie urodziny- czy wszystko się udało?

Jutro kończę 33 lata. I tak jak pisałam i myślałam równo rok temu- był to dla mnie rok bardzo wyjątkowy. Ciekawy, obfitujący w różnorodne wydarzenia. Nie obyło się bez smutnych chwil ale bilans wychodzi raczej
pozytywnie.
 
 
 
Po pierwsze:  dojrzałam- mam wrażenie, że ten proces odbywa się od ostatnich dwóch, trzech lat. Dużo wiem, dużo przeżyłam, wiele mogłabym opowiadać. Wiele ludzkich zachowań zrozumiałam. Przepracowałam różne rozstania i porażki, które spotkały mnie w ostatnich kilku latach.
Całkowicie uzdrowiłam i naprawiłam moje, momentami, trudne relacje z mamą. Teraz rozmawiam z nią bo chcę, bo szukam porady, chce się podzielić radością, pochwalić osiągnięciami Majki, skonsultować jej zachowanie. Kiedyś byłyśmy ze sobą codziennie ale mam wrażenie, że dopiero teraz nasze relacje są bardziej szczere, pozbawione tego codziennego „zmęczenia materii”, wynikają bardziej z naszej potrzeby rozmowy niż z przymusu wynikającego z mieszkania razem. Teraz o kontakty zabiegamy;  kiedyś od nich może czasem uciekałyśmy?
 Z drugiej strony zrozumiałam, że niektórych relacji nie da się uzdrowić mimo naszych starań .
Aby zaakceptować i zrozumieć ten fakt   trzeba dużo sobie powiedzieć.

 

 

Widzę też moje zupełnie inne podejście do problemów- traktuje je jako wyzwania, które trzeba wykonać. Rozmawiając  z trochę młodszymi kobietami widzę w nich duży konformizm, który nie zanika nawet gdy mają już dzieci. Nie bez przyczyny zrobiłam sobie tatuaż mojego motta Everything happens for a reason. Mam wrażenie, że dostajemy tyle ile jesteśmy w stanie udźwignąć- nigdy za dużo. Wszystko dzieje się po coś. Nawet jeśli tego celu nie mamy od razu przed oczami. Traktuje to jako może misję? Nasz cel na tym świecie. Każdy ma pozostawić jakiś ślad po sobie. A wracając do problemów? One tak naprawdę są błahostką. Prawdziwy problem to choroba bliskich, szczególnie dziecka.
DSC_0725

 

W tym roku przekonałam się też o kruchości relacji miedzy nami. Zawsze trzeba pamiętać, że nie ma nic na zawsze.  Zawsze o siebie dbać mimo nawału obowiązków, zmęczenia, nudy. Pamiętamy o tych małych gestach tym bardziej iż minęło 10 lat od naszych zaręczyn – szmat czasu.
 
Mam wspaniałą córkę z której jestem dumna codziennie. Wydaje mi się, że mamy bardzo bliską relację z której bardzo się cieszę. To Majka nauczyła mnie bliskości. Często trzymamy się za ręce, uwielbia się przytulać, rozmawiać.  To ona otwarła mi oczy na wiele dotąd prozaicznych rzeczy. Wiem, że są dla niej-dla nas mega ważne.

 

Bardzo cieszy mnie wypracowanie harmonogramu naszego tygodnia, wymagało to od nas długich rozmów i przemyśleń, ale odkąd świadomie gospodarujemy swoim czasem ( a często jest to mega trudne przy prowadzeniu własnego biznesu)  wiemy, że nasza rodzina nie jest zaniedbana.
W czasie tego roku zrozumiałam też czemu zmiany które zaszły w naszym życiu miały służyć. Wiem już gdzie jest moje miejsce na ziemi, nie są to rzeczy, nie jest to konkretny dom, ogród ( choć moim dalekim marzeniem jest własny domek) – jest to uśmiech naszej córki i my.  Nasza rodzina.

 

No i wracam do blogowania!  Keep your fingers crossed!

 

  • Powodzenia! Ciekawa jestem w jakim kierunku pójdziesz!