Gdzie byłam jak mnie nie było #3

Posty z tego cyklu dość często pojawiają się na moim blogu 🙂 Czasem życie tak porywa, że nie ma kiedy siąść do spisania paru słów, a ja nie lubię robić nic na siłę, pod publiczkę, pod lajki. Dlatego piszę wtedy kiedy mam coś do powiedzenia, a nie wtedy kiedy wypada.

 

Październik i połowa listopada uciekła mi, najpierw na oczekiwaniu na córeczkę, a potem na poznawaniu jej, ogarnięciu życiowemu i zdrowotnemu, czerpaniu radości z każdej wspólnej chwili.

Tak to pięknie natura wymyśliła, że miłość się mnoży a nie dzieli, i rzeczywiście, kiedy pojawia się nowy członek rodziny, to nie pamiętamy nawet jak to było bez niego. Nasza Nelcia wypełniła nasze miejsce w sercach, które nie wiedzieliśmy, że było puste. Nie pamiętam, jak to było bez niej. Była tak wyczekanym dzieciątkiem, że cieszymy się z każdej wspólnej chwili.

 

 

 

Mimo naszych obaw, Maja sprawdza się wspaniale jako starsza siostra- widać, że po prostu już też marzyła o rodzeństwie. Pomaga nam bardzo dużo, w zasadzie to sama przejawia inicjatywę.

W październiku też były urodziny Majci- już szóste! Mam wrażenie, że posiadanie sześciolatki w domu to jakaś zupełnie nowa historia- ale o tym przygotowuję osobny wpis 🙂

 

 

 

W ciągu pierwszych dwóch tygodni życia Neli wykonaliśmy sesję rodzinną-noworodkową. Dość trudny temat ale dzięki wspaniałemu podejściu i profesjonalizmowi naszej ukochanej Ani Grochal, efekty będą wspaniałe. I jaka pamiątka!

 

Więcej zdjęć na pewno będzie wkrótce! 

Z głową pełną pomysłów i ogromną radością w sercu wracam na bloga i będę Was obdzielać moimi pozytywnymi myślami!